sobota, 29 czerwca 2013
Rozdział 2
Rano obudziłam się z nawet dobrym humorem w porównaniu z ostatnimi dniami. Leżałam jeszcze chwilę i po paru minutach spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia godziny. To co zobaczyłam dość szybko zerwało mnie z łóżka. Była 6:40. Szybko popędziłam do łazienki i ogarnęłam się w miarę jak na robienie czegokolwiek w kilka sekund. Ubrałam się>>klik<< ponieważ na dworze było chłodnawo. Złapałam plecak oraz śniadanie ze stołu zostawione najwyraźniej przez mojego tatę. I skierowałam się w stronę wyjścia.
Wyszłam z domu i niechcący wpadłam na Wiki biegnącą w moją stronę. Najwidoczniej też lekko zaspała.
-Hej! Choć szybko bo się spóźnimy- powiedziałam
-Ok! ale daj mi złapać oddech. Pierwszy raz mi się zdarzyło tak zaspać- mówiła
-Oj widzę że zdarzyło nam się to samo- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej
-Noo dobra bo się naprawdę spóźnimy- powiedziała i szybkim krokiem ruszyłyśmy na przystanek.
W ostatniej już chwili wsiadłyśmy do autobusu i zajęłyśmy szybko miejsca.
W szkole dzień nudny i nie ciekawy. Oddałam pani zgodę na ten tydzień wolnego i resztę dnia siedziałam gapiąc się w mój ulubiony punkt czyli okno. Na biologii wyciągnęłam ukradkiem mój brudnopis i zaczęłam szkicować. Na szczęście Nikt mnie nie zauważył.
Gdy wróciłam do domu pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam to mój przygnębiony tato siedzący na kanapie.
-Hej tato ! Ty jeszcze nie powinieneś być w pracy?- zapytałam
-Tak powinienem i właśnie musimy porozmawiać- odpowiedział wskazując mi miejsce obok niego
-Co się stało tato?- zapytałam po tym jak spoczęłam wygodnie na miękkiej sofie
-Dzisiaj w pracy mój szef zaprosił mnie do swojego gabinetu i wręczył mi to- powiedział i podał mi kawałek kartki
Oglądnęłam go uważnie i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Tato ale czy to jest …- powiedziałam ale mój ojciec mi przerwał
-tak to wypowiedzenie z pracy. On mnie zwolnił.- powiedział smutno
-O matko ale jak to możliwe przecież byłeś dobrym pracownikiem- mówiłam z paniką oraz złością w głosie
-No niby tak ale oskarżył mnie o to że za często tego roku opuszczałem pracę- powiedział
-Ale przecież on wiedział jaka jest sytuacja ,dlaczego to zrobił?- nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam
-Nie wiem skarbie, naprawdę nie wiem- powiedział
-I co zamierzasz zrobić?- zapytałam gdy już ochłonęłam
-Myślałem nad tym abyśmy przeprowadzili się do Anglii bo tam mój brat ma firmę i na pewno by mnie przyjął ale nie wiem czy ty tego będziesz chciała- powiedział i mnie przytulił
-To super propozycja i nie wiem co mam myśleć. Mam zostawić Wiki? I jesteś pewny że chcesz się wyprowadzić z tego domu. Tu jest tyle pamiątek i wspomnień – mówiłam
-Masz rację ja też kocham ten dom ale pamiętaj że najwięcej pamiątek i wspomnień mamy w sercu. Po za tym to wszystko sprawia że jesteśmy bardziej przybici tą sytuacją. No a z Wiktorią mogłabyś się widywać w wakacje, ferie i inne takie okazje. Mogłaby przyjeżdżać kiedy tylko miałaby ochotę.- przekonywał
-No w sumie to tak chyba będzie lepiej- stwierdziłam
-Poradzimy sobie na pewno. Znalazłem już nawet taki mały domek w Londynie. Tylko nie wiem czy będzie ci się podobał.- powiedział i mnie znów przytulił oraz pocałował w czoło.
-Na pewno będzie. A kiedy mielibyśmy zacząć przeprowadzkę?- zapytałam
-Za 2 dni wyjedziemy ok.?- zapytał ale było widać w jego głosie małe przerażenie całą tą sytuacją.
-Dobrze. To ja pójdę powiedzieć to Wiki – oznajmiłam
-Ok. Idź musicie się przecież pożegnać- odpowiedział
Po chwili stałam przed drzwiami domu państwa Black. Zapukałam i drzwi otworzyła mi mama Wiktorii.
-Dzień dobry jest Wiktoria?- zapytałam
-Tak, jest wejdź proszę.- posłusznie wykonałam jej polecenie.
-Hej! Chodźmy do mojego pokoju tam sobie w spokoju pogadamy- powiedziała moja przyjaciółka i razem podążyłyśmy po schodach na górę.
-Przyszłam bo muszę ci coś powiedzieć.- zaczęłam
-Ojej mam się bać?- zapytała z uśmiechem na twarzy
-Chyba nie. Po prostu muszę ci powiedzieć że za 2 dni się wyprowadzam - powiedziałam jednym tchem
-Co?! Ale gdzie, po co i dlaczego?- szybko pytała Wiki
Usiadłyśmy na łóżku i opowiedziałam jej całą historię. Nie przyjęła tego tak źle jak myślałam i nawet ucieszyła się że będzie mogła mnie odwiedzać regularnie. Resztę dnia przegadałyśmy na głupie tematy. Umówiłyśmy się że jutro do mnie przyjdzie i pomoże w pakowaniu. Całe szczęście że jutro była sobota i tym samym dzień bez szkoły. Wróciłam do domu ok. godziny 21 i mimo tego że był jeszcze wczesny wieczór położyłam się do łóżka, ponieważ jutro czekał mnie ciężki dzień. Gdy tylko usadowiłam moje ciało na wygodnym materacu wszystkie wspomnienia wróciły. Zdałam sobie sprawę że nie będę już mogła pójść na grób mojej matki i po prostu się wygadać. Tak jak zawsze przy takich myślach zalał mnie potok łez. W pewnym momencie zasnęłam uśpiona własnym płaczem.
***Następnego dnia***
Obudziły mnie przyjemne promyki słońca wpadające przez rolety w oknie. Popatrzyłam na zegarek i moim oczom ukazała się godzina 11. Postanowiłam wstać i zacząć pakowanie. Poszłam przed tym do łazienki aby zrobić leciutki makijaż i się ubrać>>klik<<. Ten dzień zapowiadał się bardzo słonecznie więc ubrałam się lekko, ale w stonowanych kolorach. Zeszłam na dół i pierwszym co zobaczyłam były wielkie puste (na razie)kartony.
-Cześć kochanie. Przywiozłem kartony na nasze rzeczy. Ale zanim zaczniemy, zjedz śniadanie- powiedział podając mi talerz z wyśmienicie wyglądającymi kanapkami.
-Dziękuje- powiedziałam i zabrałam się za jedzenie.
Po ok. 20 minutach byłam w swoim pokoju i zaczynałam pakowanie. Właśnie miałam zabrać się za półkę z książkami gdy nagle do mojego pokoju weszła Wiki.
-Hej. Przyszłam ci troszkę pomóc. Chyba że już nie trzeba.- powiedziała
-Siemka. Oj trzeba, trzeba. Dopiero spakowałam parę książek i teraz ta półka więc potrzebuje cię i to bardzo.- mówiłam
-No dobra to co mam robić?- zapytała.
- Mogłabyś zacząć pakować moje ubrania bo meble chyba zostają- stwierdziłam
-Aha no ok. już się za to biorę- odpowiedziała i złapała jeden pusty karton. Ja przeglądałam książki i także je pakowałam . Nagle z jednej z nich wyleciała jakaś fotografia. Podniosłam ją z ziemi i zobaczyłam zdjęcie które przedstawiało naszą rodzinę. Uśmiechnięty tato przytulający roześmianą mamę która trzymała mnie na rękach. Wyglądało naprawdę prześlicznie, tak że postanowiłam oprawić je w ramkę i spakowałam do pudła. Po chwili zdałam sobie sprawę że teraz spędzam ostatnie chwile w moim rodzinnym domu. I że to już jutro opuszczę jego mury wraz z całym naszym dobytkiem. Z mojego zamyślenia wyrwała mnie Wiki.
-Skończyłam. Pomóc ci z tymi książkami bo idzie ci to bardzoo powoli. –powiedziała i zaczęła się śmiać
-Heh. No dobra choć tu – powiedziałam i zrobiłam miejsce obok siebie.
Faktycznie wszystko szło znacznie szybciej. O godzinie 22 wszystko było zabrane. W moim pokoju zostały tylko puste meble. Myślę że pokój taty też wyglądał podobnie. No i nie można zapominać o całym dole. Spakowaliśmy wszystko co było możliwe i byliśmy przez to bardzo mocno zmęczeni.
Wiktoria zbierała się do domu. Byłam jej bardzo wdzięczna za pomoc i powiedziałam żeby jutro rano przyszła się pożegnać.
Szybkim ruchem skierowałam się do mojego pokoju w którym prawie nic nie było oprócz pidżamy i ciuchów na jutro. Weszłam do łazienki i wzięłam dłuuugą kąpiel. Wyszłam i szybko wsunęłam się pod kołdrę (no dobra ona na razie też została). Po chwili pogrążyłam się w krainie snów.
………………………………………………………
Ten rozdział w samym tekście ma 1 169 wyrazów także Hazza czuwa :D Może nudny ale liczę choć na parę komentarzy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
pisz, pisz....
OdpowiedzUsuńkiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuńhmmm ... postaram się już nie długo ;D Dziękuje że ktoś to w ogóle czyta :*
Usuńświetne ♥
Usuń