środa, 3 lipca 2013

Rozdział 3 :*


Rano obudziłam się w nawet nie najgorszym nastroju. Była godzina 7. Tak to straszne że w wolny dzień muszę tak szybko wstawać. No ale w końcu dzisiaj jest ten dzień. Tak dzisiaj się wyprowadzamy.
Z wielkim trudem ostatni raz podniosłam się z mojego łóżka. Skierowałam się do małej i zarazem pięknej łazienki. Teraz przebywam w niej ostatni raz. Pomalowałam się bardzo delikatnie i wsunęłam moje ciało w komplet przygotowany jeszcze wczoraj >>klik<< Włosy spięłam w luźnego kucyka.  Gdy byłam już gotowa powolnym krokiem skierowałam się na dół do kuchni. Ten dom teraz wyglądał tak nie swojo. Wszędzie kartony. Żadnych ozdób na ścianach i półkach. I pomyśleć że kiedyś to wszystko układałyśmy wspólnie z moją matką. Mimowolnie moje kąciki ust powędrowały ku górze. W kuchni zastałam tatę który właśnie zalewał herbatę.
-Witaj córeczko. Za godzinkę przyjedzie firma po nasze rzeczy. Ja zaraz zmykam do twojej szkoły aby wypisali ci te wszystkie papiery potrzebne do przeniesienia do innej szkoły. Wrócę za góra 1 godzinę. Ok.?- zapytał
-Dobrze. Ja w tym czasie posprawdzam czy wszystko zabraliśmy i ma przyjść Wiki żeby się pożegnać.- oznajmiłam
-Ok.. Pożegnajcie się. Pozdrów ją ode mnie. Pa- na końcu słowa pocałował mój policzek i wyszedł z domu.
-Pa…- odpowiedziałam sama do siebie.
Postanowiłam coś zjeść. Ale chyba nie było mi to danie bo usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
Poszłam w stronę dźwięku i moim oczom ukazała się postać Wiktorii.
-Hej. Nie przyszłam za późno?- zapytała
-Co?! Za późno? Dla ciebie godzina 7:40 to późno?- zapytałam ze śmiechem
-No dobra. Co robisz?-
-Właśnie zaczynałam jedzenie. Ale może wejdź nie stój tak w drzwiach.- powiedziałam i zaprosiłam ją do mojego pustego mieszkania
-Ładnie pachnie- stwierdziła wchodząc
-Choć. Zjesz razem ze mną. – weszłyśmy do kuchni i zajadałyśmy się kanapkami.
Po jakichś 30 minutach dzwonek do drzwi znów dał o sobie znać.
-Teraz to pewnie ta firma- stwierdziłam i udałam się w stronę drzwi aby otworzyć.
Nie myliłam się. Po drugiej stronie stał jakiś mężczyzna i mówił że ma zabrać nasze karton do Londynu. Tak tato mi o tym mówił. Zaprosiłam go do środka. Ten od razu złapał za pierwszy karton i poszedł załadować go do wielkiej ciężarówki. Za nim weszło jeszcze z 6 facetów i rozbiegli się po całym domu. My z Wiki siedziałyśmy w kuchni rozmawiając gdy nagle jeden z nich oświadczył że wszystko już zapakowali. Podziękowałam i po chwili nieznany mi facet opuścił dom. Razem z jego zniknięciem do domu przyszedł tato. W ręku trzymał jakieś kartki. Domyślam się że ze szkoły.
-Witaj Wiki.-przywitał się
-Dzień dobry- odpowiedziała  moja przyjaciółka
-Skarbie jesteś już gotowa?- zapytał zwracając się do mnie
- Chyba tak-powiedziałam
-To dobrze bo musimy już jechać. Zaraz mamy samolot.- stwierdził
-Dobrze
-Czekam na ciebie w samochodzie- odpowiedział i wyszedł  z domu.
W tym momencie popatrzyłam na Wiki. Nasze spojrzenia się spotkały i mocno się przytuliłyśmy.
-Będę za tobą tęsknić ty mój głupku- powiedziała do mnie
-Ja za tobą tym bardziej. Obiecaj że przyjedziesz do mnie w najbliższym czasie.- powiedziałam
-Dobrze ale ty obiecaj że tam w Anglii nie znajdziesz sobie takiej przyjaciółki że o mnie całkiem zapomnisz. – odpowiedziała
-Obiecuje- stwierdziłam
-Ja też obiecuje- powiedziała Wiki.
Po tych słowach poczułam że po mojej twarzy spływają słone łzy. Lecz po chwili na twarzy Wiktorii też się one pojawiły.
-Ok. pora się zbierać. Bo się spóźnisz na samolot – powiedziała wycierając rękawem łzy
-No masz racje- odpowiedziałam i zrobiłam to samo co ona.
Wyszłyśmy z domu. Zamknęłam drzwi i ostatni raz popatrzyłam na mój rodzinny dom. Stanęłam przy aucie i pomachałam Wiktorii która oddalała się do swojego domu. Po paru minutach siedziałam już obok taty w naszym samochodzie. Ruszyliśmy. Droga na lotnisko zajęła nam a 40 minut. Gdy już byliśmy na miejscu tato poszedł po bilety a ja usiadłam na ławeczce.
Patrząc na ludzi którzy witali się ze sobą uśmiechałam się mimowolnie. Małe dzieci które żegnały się ze swoim rodzicem. Niektóre widoki były piękne i wzruszające lecz niektóre pełne bólu i żalu. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie tato który podał mi bilet. Wzięłam go od niego i razem ruszyliśmy do samolotu. Zajęliśmy swoje miejsca i zapiliśmy pasy. Po chwili byliśmy w powietrzu i stewardessa
 pozwoliła odpiąć nam czarne pasy.  Po ok. 5 minutach mój tato zasnął, a ja postanowiłam wyciągnąć słuchawki i wsłuchiwałam się w słowa piosenki Passenger - Let Her Go… Mijały tak godziny i nagle usłyszeliśmy „Prosimy o zapięcie pasów za chwilę lądujemy” zrobiliśmy jak kazali i już po paru chwilach byliśmy na lotnisku w Londynie. Wysiedliśmy z samolotu udaliśmy się do wyjścia. Żółtym pojazdem (czytaj: taxi) udaliśmy się pod nasz nowy dom. Po chwili stałam przed ślicznym domkiem>>Klik<<. Weszliśmy do środka. Pierwszym co zobaczyłam były wielkie szare kartony. Pewnie firma remontowa przyjechała przed nami. Razem z tatą postanowiliśmy chwilę odpocząć a następnie zabrać się za rozpakowywanie. Tak też zrobiliśmy. Po 20 minutach zabraliśmy się do pracy. Zaczynając od salony a kończąc na naszych pokojach. Zajęło nam to dobre 5 godzin ale opłacało się. Nasz dom wyglądał mniej więcej tak:
….dół….
Salon: >>klik<<
Kuchnia:>>klik<<
Klatka schodowa:>>klik<<
….góra….
Mój pokój :>>klik<<
Moja łazienka:>>klik<<
Pokój taty:>>klik<<
Łazienka taty:>>klik<<
No oczywiście pomijając jakieś schowki oraz korytarze. Ten dom bardzo mi się podobał. Po chwili usłyszałam piosenkę Jessie J - Do It Like A Dude .Tak to mój telefon, a tą piosenkę mam ustawioną na dzwonek. Spojrzałam na wyświetlacz : „Wiki :*”. Szybko nacisnęłam zieloną słuchawkę i oddałam się rozmowie z najlepszą przyjaciółką. Gadałyśmy ponad godzinę. Po skończonej rozmowie była godzina 20:30. Stwierdziłam że skoro jestem w nowym mieście oraz co ważniejsze w innym kraju to wybiorę się na wieczorny spacer po okolicy. Ubrałam się troszkę cieplej bo było już znacznie chłodno >>klik<<. Po chwili byłam już na zewnątrz. Spacerowałam już jakiś czas i stwierdziłam że okolica w której będę teraz mieszkała jest bardzo spokojna. W pewnym momencie doszłam do parku. Rosły w nim drzewa liściaste bodajże buki. Znalazłam tam taką bardzo ładną ławeczkę oddaloną znacznie od ścieżki. Obok niej rosła wierzba i liście zakrywały tą ławkę tak że tworzyła się za nią ściana liści. Wyglądało to przepięknie i za razem bardzo romantycznie. Przed ławką rozpościerał się staw po którym z gracją pływały białe łabędzie. Przysiadłam na brzegu ławki i lekko się skuliłam ponieważ zrobiło się już chłodno. Patrzyłam w czasem poruszającą się taflę wody i myślałam nad tym co czeka mnie w tym kraju. Zastanawiałam się nad moją nową szkołą. W sumie to dopiero złożę do niej papiery no ale zawsze coś. Mam nadzieje że ludzie zaakceptują mnie w tym budynku. Moje myśli nie omijały także mojej mamy z którą także w myślach rozmawiałam. Brakowało mi jej. Mogę nawet powiedzieć iż cholernie za nią tęskniłam. Chciałabym aby teraz mnie przytuliła i powiedziała jak zawsze „Nie martw się córciu. Będzie dobrze… musi być”. Liczę na to mam nadzieję że będzie dobrze. Chce się jakoś odnaleźć w tym wielkim mieście.
Robiło się coraz to bardziej chłodno, pomimo tego że miałam na sobie sweter czułam że moje ramiona pokrywa tak zwana „gęsia skórka” .Spojrzałam na zegarek.  21: 25. Ale ten czas szybko leci. Po chwili wszystko ucichło. Czułam się jakbym została sama, jakby nikogo po za mną nie było. Najwidoczniej się myliłam bo w pewnym momencie na swoich ramionach poczułam duży, ciepły materiał………..
--------------------------------------------------------------------------------------------
Hejj!! Jest 3 rozdział. Jesteście ciekawi kto da Laurze ten nieznany materiał??
Przepraszam jeśli długo czekaliście. Teraz obiecuje że następny dodam szybciej. Już jutro go zacznę pisać i zapewne jutro też go skończę więc spodziewajcie się go jutro lub co najwyżej po jutrze :*
Proszę o komentarze :* I mam nadzieję że się podobał… :*

3 komentarze:

  1. super rozdzial wrecz cudownyy

    OdpowiedzUsuń
  2. "Będę za tobą tęsknić ty mój głupku" ej! Miałam taki opis na GG /Lola

    OdpowiedzUsuń